Rok 2007 rozpoczął się dla naszej rodziny cudownie. Spodziewaliśmy się bliźniąt. Dwie dziewczynki. Jednojajowe. Podobne jak krople wody.

W marcu wykryto jednak u dzieci zespół przetoczenia między płodami (potocznie nazywany zespołem podkradania) i w Akademii Medycznej
w Gdańsku na Oddziale Patologii Ciąży wykonano zabieg rozdzielenia łożyska. Od tego czasu zaczęły się komplikacje. Dziewczynki urodziły się 12.06.2007 roku w 33 tygodniu ciąży przez cięcie cesarskie. Obie, mimo tego co przeszły, w bardzo dobrym stanie. Od dnia narodzin ich życie nigdy nie było zagrożone, wszystkie przeprowadzone badania zadowalały lekarzy. Paulinka była mniejsza i słabsza (waga 1670 g) niż Karolinka (1920 g), ale ładnie przybierała na wadze i po miesiącu maleństwa zostały wypisane do domu, obie z zaleceniem m.in. rehabilitacji.

Po jakimś czasie (około 3 miesiące od porodu) napięcie mięśniowe u Paulinki zaczęło wzrastać. Malutka zaczęła się odchylać do tyłu, nienaturalnie wyginać, miała problemy z jedzeniem i snem, wymiotowała. Lekarz pediatra z Akademii Medycznej powiedziała nam, iż taka spastyka może powadzić do dziecięcego porażenia mózgowego (dokładnie tych absurdalnych słów użyła) Wtedy pierwszy raz usłyszeliśmy o mpd. Jednak wszystkie wykonane wcześniej i zalecone badania (usg, eeg, konsultacja neurologiczna) uspokoiły nas i uśpiły naszą czujność.

Z racji wcześniactwa dziewczynki były rehabilitowane metodą Bobath, która na początku zupełnie się u Paulinki nie sprawdzała. Spastyka rosła, a jej problemy się nasilały. Gdy zaczęliśmy szukać miejsc, w których moglibyśmy uzyskać pomoc, okazało się, że trzeba czekać co najmniej
6 miesięcy. Dziewczynki, a w szczególności Paulinka, nie mogły czekać.

W styczniu 2008 roku na szybko udało nam sie zorganizować wyjazd do Szpitala Powiatowego w Bartoszycach. Tam na Oddziale Wczesnego Usprawniania po raz pierwszy zetknęliśmy się z metodą Vojty. Po powrocie do domu poszliśmy tą drogą. Spotkaliśmy panią Elę Mocek. Dzięki niej mieliśmy motywację i wytrwałość do ciężkiej pracy i ruszyliśmy z miejsca. Powolutku, ale z nadzieją.

Diagnozę czterokończynowego spastycznego dziecięcego porażenia mózgowego usłyszeliśmy niestety już na wiosnę 2008 roku.

Paulinka została objęta opieką logopedyczną i psychologiczną. Kontynuowaliśmy rehabilitację metodami Bobath i Vojty, hipoterapię, masaże. Bardzo dużo pracowaliśmy w domu, a póżniej na turnusach rehabilitacyjnych (więcej szczegółów w zakładce leczenie).

Pulinka została poddana także zabiegom operacyjnym, dzięki którym poczyniła ogromne postępy.W dniu 7 września 2012 roku przeprowadzono u niej selektywną rizotomię grzbietową (SDR) na Oddziale Neurochirurgii w Szpitalu Dziecięcym w St. Louis  w USA. Jest to zabieg selektywnego przecięcia korzeni czuciowych, który trwale zmniejszył spastyczność kończyn dolnych. Ponadto dwukrotnie dokonywano wydłużenia mięśni metodą Ulzibata w Szpitalu CenterMed w Krakowie. Niestety interwencji chirurgicznej wymagały też podwichnięte biodra, których repozycjię przeprowadzono w 1. połowie 2016 roku.

Co doprowadziło do niedotlenienia jej mózgu i jest przyczyną czterokończynowego spastycznego dziecięcego porażenia mózgowego oraz kiedy to się stało, nigdy się już dokładnie nie dowiemy. Możemy tylko przypuszczać. Na tym etapie to już nie istotne. Zakres uszkodzenia mózgu - bazując na ocenie opóźnienia rozwoju ruchowego - jest dość duży. Nie wykonywaliśmy do tej pory rezonansu magnetycznego, aby ustalić jego wielkość i umiejscowienie. Ta wiedza też nic nie zmieni.

W wieku 10 lat nasza córeczka dzięki ciężkiej, codziennej pracy w domu i na turnusach rehabilitacyjnych chodzi prowadzona za rączki
i podejmuje pierwsze próby poruszania się w chodziku, a rozwojem umysłowym nie odbiega od rówieśników.